czwartek, 4 grudnia 2014

w wodospadzie potu

Jak już zacznie się ponownie pisać, to wpada w ciąg i tak leci.

Jednak dziś tylko kilka słów... Jestem totalnie wykończona. Wyobraźcie sobie, że jutro planowo miał być mój ostatni dzień tutaj w ośrodku. Na szczęście uznano, że 5 godzin dziennie rehabilitacji przez okres 4 tygodni to będzie dla mnie mordęga nie do wytrzymania, a dodatkowo nie przyniesie żadnych skutków, jedynym efektem takich intensywnych ćwiczeń od wielu lat rozłoży mnie na łopatki po tygodniu. A nie tego chcę ani ja, ani moi bliscy, którzy bardzo mi pomogli w tym bym się tutaj znalazła, a w szczególności moja ciocia Magda, a także i rehabilitanci. Przemiła szefowa i rozsądny fizjoterapeuta zaproponowali mi inne rozwiązanie - abym została tutaj dłużej, bo na 5 tygodni, a miała mniej godzin dziennie rehabilitacji.
Mówię Wam! 2,5h ćwiczeń z Bartkiem, a później 1,5h w pokoju z Klaudią, moją opiekunką, a przy okazji także fizjoterapeutką powoduje, że padam totalnie na twarz codziennie wieczorem. Poranny budzik o 6:30 jest nie do zniesienia. I tak każdego dnia.
Mam nadzieję, że dam sobie radę ostatniego tygodnia, na szczęście mam ogromna motywację, bo widzę potężną różnicę i efekty! Funkcjonalnie bardzo poszłam do przodu, ręce są dużo sprawniejsze, a i nogi luźniejsze i brzuch mocniejszy. Mam całą obsadę dobrych ludzi wokół mnie, którzy nie pozwalają mi się nudzić.
Za chwilę zaczynam następne "zajęcia" z Klaudią. Nie mam chwili spokoju, czekam już na weekend bym mogła zobaczyć jeszcze troszkę stolicy i złapać trochę oddechu przed ostatnim i hardcorowym tygodniem.


Ściskam Was gorąco i do usłyszenia jutro! Będzie dużo zdjęć i szczegółowa relacja z sali gimnastycznej.








Prześlij komentarz